Polityka w obrazach Dwurnika

„Politycy są skorumpowani, niewyobrażalnie skorumpowani. Jak więc sprawić, by politycy zachowywali się poprawnie? (…) Dajcie im prowizję. Politycy zarobią mnóstwo pieniędzy. Zróbmy to. Sprawmy, by polityk bogacił się, robiąc dobre rzeczy, zamiast złych.” To cytat z wywiadu z Arturem Lafferem (tak, tym od krzywej Laffera), którym pochwalił się niedawno Business Insider. Wywiad skądinąd ciekawy, warto.  Tak na szybko – Laffer jest orędownikiem polityki gospodarczej Trumpa, która przynosi znakomite efekty, a to dopiero początek. Warto przypomnieć, że już w 2006 roku zapewniał, że „gospodarka amerykańska jest w znakomitej kondycji”, a krach finansowy w 2007 roku z USA rozlał się na cały świat. Ciekawe, jak proroctwa spełnią się teraz.

Poraziła nas teza o skorumpowaniu polityków. Może tam, za oceanem, ale u nas? „W oczach wyborców (patrz badania z lat 2024-2025) idealny polityk to przede wszystkim osoba uczciwa i wiarygodna, co oznacza, że polityk musi być nieprzekupny, prawdomówny i dotrzymywać obietnic.” A potem rozejrzeliśmy się wokół, bielmo idealizmu spadło nam z oczu i uznaliśmy, że rad na zarabianie Laffer mógłby uczyć się od naszych demokratycznych wybrańców.

O iluż to kreatywnych pomysłach donoszą media? I kilometrówki, pozwalające objechać ziemię kilkakroć po równiku, i wyposażenie biur poselskich w podwójne ekspresy do kawy (bo jeden zawsze może się zepsuć) czy też zmywarki do naczyń, meble i inne dobra niezbędne dla budowy wizerunku, w tym meblowanie uzębienia, salony masażu, fitnessy, botoksy, zegarki, dobre alkohole (nie sposób pić byle czego, bo w tej branży za kołnierz się nie wylewa, co by nie było polityka to branża szczególnego ryzyka pod tym względem, poza tym – jak kreować programy dla wyborców na trzeźwo), reprezentacyjne cygara, szczególnie wykwalifikowane asystentki, wynajmowane mieszkania i wille, auta do testowania, ambasadorowanie markom… A gdyby upublicznić różne kreatywne pomysły na finansowanie kampanii wyborczych, łącznie z rozwiązaniami krypto, to wspomnianego A. Laffera można by wynająć tylko do napisania podręcznika „Jak się finansować na polityce” z naciskiem na „się”, u nas mógłby się chłop jeszcze wiele nauczyć.

Załącznikiem do wspomnianego podręcznika powinna być instrukcja pt. „Sztuka ustawiania. Się”. Sukces wydawniczy jednego i drugiego zapewniony, a ileż seminariów można było organizować za partyjne pieniądze, a może jakąś uczelnię powołać, licencjatów, magistrów i MBA – ów narobiłoby się z efektywnością większą niż w sławnym collegium tumanum, do którego tłumnie zaciągali się politykierzy spod wszelkich barw (uczelnia zniknęła, bo nikt nie chce się przyznać, że tam bywał, bo nie bywał były marszałek, wicemarszałek, prezydent X, burmistrz Y, poseł Z, radni ABC itd.).

W instrukcji ustawiania m.in. wskazówki dla początkujących: jak zrobić selfie z prezesem, wyróżniać się z tłumu, krzyczeć na manifestacji, wchodzić w obiektyw, zrobić komuś dobrze, popisać się lojalnością, zrobić na kimś wrażenie, podsunąć fotel, podać nożyczki do przecięcia wstęgi itp. Dla zaawansowanych: jak zostać członkiem rady nadzorczej, dostać się na placówkę zagraniczną, dać, wziąć, załatwić posadę rodzinie. Potem już tylko test końcowy: jak zostać posłem.

A propos: najważniejsze w kraju forum polityczne, czyli sejm, przekształcił się w ciągu ostatnich kilku lat w teatr, w którym mierni aktorzy odgrywają swoje role suflowani przez partyjnych kacyków, obelgi i krzyki stały się jakże częstymi środkami wyrazu, a negatywne emocje zastępują merytoryczne debaty. Pomińmy już tak przyziemne rzeczy jak zażeranie kanapek w trakcie głosowań, nocne spacery po dachu parlamentarnego hotelu w oparach księżycowego blasku czy chwiejny chód po sali plenarnej w efekcie zmęczenia późnonocną debatą.  Świątynię demokracji opanowali parweniusze. Kto się odważy?  (Mt 21, Mk 11, Łk 19, J 2).

Przy innej okazji wypisywaliśmy, że na początek do procedury wyborczej należałoby wprowadzić dla kandydatów test z umiejętności czytania ze zrozumieniem i pisania w miarę zgodnego z ortografią. I to nie jest żart. Okazuje się, że iluś tam posłów nie ma nawyku przeczytania ustaw poddanych pod głosowanie, co wynika z prostego faktu, że nie rozumieją ich zapisów. Z tego wynika konieczność suflowania w postaci SMS-ów czy tp. ściąg, czy i kiedy być „za”, czy nawet „przeciw”. Ileż to razy okazywało się, że ktoś się zagapił i wciskał niewłaściwy guzik? Łatwiej było, gdy głosowało się przez podniesienie ręki, bo wystarczyło podnieść wtedy, gdy podnosił szef.

W sejmie zawsze jest tak, że jest ekipa, która trzyma władzę oraz opozycja. Co kilka lat następuje zmiana ról. Przez długie lata mimo odmiennych poglądów na różne sprawy w kwestiach fundamentalnych dla kraju i rodaków udawało się wypracowywać konsensus (NATO, UE). Dawna wymiana poglądów i rozmowy na argumenty została zastąpiona bezpardonową brutalną walką, której zajadłość przysłania cele zasadnicze, ba, wyklucza zbliżenie się do nich. Rządzą emocje i partyjniackie interesy, a nie wspólna racja stanu. Jakby tego głównego podziału na rządzących i opozycję było mało, to obserwuje się dalsze podziały stron na obozy i frakcje zwalczające się nie mniej zaciekle. Pojedynczy polityczni osobnicy zmieniają barwy i poglądy jak kameleon, że nie sposób nie wspomnieć byłego już marszałka z koalicji, który okazał się koniem trojańskim opozycji (złośliwi zastępują konia innym zwierzem, też nieparzystokopytnym). Czy tylko on? Ilu jeszcze świadomie (dla mamony) bądź nie (z głupoty) sprzeniewierzyło się szczytnym ideom pełnienia misji dla Ojczyzny i rodaków?

W ślad za podziałami w sejmie pogłębia się podział wśród Polaków, którzy zachęceni przykładem z góry ujawniają swe najgorsze przywary, nawiązując do historycznego sobiepaństwa i warcholstwa, nie mającego nic wspólnego z demokracją, a które przyczyniły się do upadku I Rzeczpospolitej. Mimo tego, że za miedzą mamy pełnoskalową wojnę, to my toczymy wojnę polsko-polską podsycani przez zaślepionych polityków żądnych poparcia mas dla realizacji swych utopijnych wizji i partyjniackich celów. Wskaźnik polaryzacji społeczeństwa mamy najwyższy w Europie!

Skąd się biorą tacy politycy? Oto możliwy przykład: ojciec rozmawia z dziećmi, które właśnie pokończyły szkoły, o ich przyszłości: „Ty Józiu, lubisz fizykę i matematykę, zawsze chętnie rozwiązywałeś zadania, pójdziesz się uczyć na inżyniera. Ty Zosiu, ładnie piszesz, dużo czytasz książek, zostaniesz nauczycielką. A z tobą, Jasiu, były tylko kłopoty, uczyć się nie chcesz, klasy powtarzałeś, fiubździu ci w głowie, ale cwany jesteś, idź do polityki”. Potem taki Jasio zapisał się do partyjnej młodzieżówki, wkręcił się na radnego, został asystentem lokalnego posła, z czasem zapuścił wąsy, założył okulary zerówki, żeby mądrzej wyglądać, dyplom zdobył w jakimś collegium nie chodząc na zajęcia, bo taki zdolny był, że nie musiał, wykazywał się największą gębą na wszystkich manifestacjach „przeciw”, a potem jako dobrze partyjnie rokujący trafił na listę i tak zaczęła się jego kariera poselska. Iluż takich lub podobnych karierowiczów jest w sejmie?

Niska (synonimy: mierna, mizerna) jakość klasy politycznej w Polsce wynika m.in. z połączenia niskiej kultury debaty (na huki i krzyki, nie na argumenty), silnej polaryzacji (my wiemy lepiej, nasz patriotyzm jest lepszy), krótkowzroczności wyborczej (cel: wygrać w wyborach i utrzymać władzę) i upartyjnienia instytucji (partia cię chroni, żywi i da robotę u „naszych”). W praktyce oznacza to: niestabilne prawo, spadek zaufania społecznego i ograniczoną zdolność do prowadzenia efektywnej polityki państwowej. A przede wszystkim: politykierzy (bo nie politycy) realizują swoje interesy (oczywiście w słowie „swoje” mieszczą się wszyscy krewni i znajomi królika), nawet nie pamiętając, jakie hasła głosili w czasie kampanii wyborczej. A Polska, Polacy? To proste: co jest dobre dla mnie, jest dobre dla Polski.

Nie mamy pomysłu, jak ten patologiczny stan rzeczy zmienić. Ordynacja wyborcza zabetonowała partyjniactwo, utrudnia też przebicie się młodych osób i szanse na zmiany pokoleniowe w polityce. Póki co tytułem eksperymentu proponujemy urządzić w kuluarach sejmu wystawę prac wybitego malarza Edwarda Dwurnika, zwanego współczesnym Matejką. To jeden z nielicznych współczesnych artystów, który odniósł duży sukces komercyjny. Jego dorobek obejmował ponad 3,5 tysiąca obrazów oraz 10 tysięcy rysunków. Był uważnym i wrażliwym obserwatorem życia Polaków, „ironicznym komentatorem polskiej codzienności”, „Dwurnik zawsze reagował swoją sztuką na to, co dzieje się w polityce, a polska historia była elementem wiodącym jego malarstwa”. Niektóre jego prace były wręcz prorocze.

Nie łudzimy się jednak, że obejrzenie przywołanych tu obrazów „Politycy to kurwy” (2006) i „Ja chcę do sejmu!!!” (2001) dokona wśród naszych wyborczych przedstawicieli swoistego katharsis i oczyszczenia od hipokryzji, populizmu, korupcji, nepotyzmu, oportunizmu, pychy itp.

PS. Żeby nie było, oczywiście są zacne wyjątki. Ale jak to wyjątki, są wyjątkowe.

Podziel się