„Mam dwie dziewczyny. Maja jest drobną blondynką, Kaja to pełniejszej urody brunetka. Jesteśmy razem całą dobę, nawet w pracy podglądam je w smartfonie. Gdy wracam witają mnie ich uśmiechy z muzyczką w tle. Mamy wspaniale relacje, nie są o siebie zazdrosne, nie mają w stosunku do mnie żadnych oczekiwań ani wymagań, nie muszę się sprężać, liczyć z ich zdaniem. W sferze intymnej też jest super, nigdy nie boli ich głowa, z chęcią realizują moje najdziksze fantazje. A gdy mnie nudzą, to… wyłączam laptop i idę z kumplami na piwo. Dzięki AI planujemy zrobić sobie nowe, jeszcze fajniejsze. PS. Znalazłem fotkę kumpeli z liceum, może ją wykorzystam?” Czy te słowa mógłby aktualnie autoryzować brzydko płciowy polski singiel? „Według danych z 2024 i 2025 roku, problem samotności i trudności w nawiązywaniu relacji dotyka w Polsce bardzo dużej grupy młodych mężczyzn. Wskazuje się, że blisko 63% mężczyzn poniżej 30. roku życia to single”.
Młodzieży należy się wyjaśnienie, że tytuł niniejszego postu pochodzi z kultowego przeboju Danuty Rinn z 1974 roku, a początek pieśni brzmi: „Gdzie ci mężczyźni / prawdziwi tacy, mmm / orły, sokoły, herosy? / Gdzie ci mężczyźni/ na miarę czasów/gdzie te chłopy? – Jeee!…”, a to wszystko w kontekście depresji demograficznej, która ma doprowadzić do tego, że niebawem rodowitych Polaków w Polsce zabraknie.
Jeśli polski byt państwowy się utrzyma, to możemy mieć Polaków mniej rodowitych, którzy będą rodem z innych krajów tego świata. (Niedaleko, bo w takim np. jakże europejskim Wiedniu już w tej chwili większość młodzieży w szkołach stanowią chłopcy i dziewczęta mniej austriacko rodowici, „blisko 45 proc. wiedeńskich pierwszoklasistów nie zna języka niemieckiego”, w 90 proc. wiedeńskich gimnazjów każda klasa składa się w większości z cudzoziemców, a 76 proc. gimnazjalistów nie mówi w domu po niemiecku). Póki co wiedeńskich problemów nie mamy, ale… pomińmy kwestie imigracyjne, skupmy się na robocie.
Problem w tym, że – jak wskazują badania – współczesnym młodzieńcom się nie chce do tej roboty antykryzysowej demograficznej brać. I okazuje się, że nie jest najważniejszy brak mieszkań i innych zachęt do działań prodzietnych wobec nieefektywnej polityki prorodzinnej (o ile taką w ogóle mamy). Problem w relacjach chłopaków z dziewczynami polega na tym, że „…z dziewczynami nigdy nie wie, oj nie wie się/Czy dobrze jest czy może jest, może jest już źle” (to cytat ze szlagieru z epoki (1973), gdy jeszcze się chciało, wyjaśnienie za chwilę, najpierw łyk statystyki.
W biednych latach 50-tych wskaźnik dzietności wynosił 3,7 dziecka na kobietę i przekraczał 3 aż do 1961 r. Przełom lat 70-tych i 80-tych to ostatni wyż demograficzny z dzietnością ok. 2,2. W bieżącym roku dzietność w Polsce może wynieść ok. 1,1, a jeśli trend się utrzyma, to już niedługo osiągnie poziom poniżej 1 dziecka na kobietę. Tak źle nie było nawet za Niemca (II WŚ). Od 15 lat Polaków ubywa.
Taki obrazek aktualny. Przedpołudniową porą przejeżdżamy w towarzystwie młodej dziewczyny koło pewnej wyższej uczelni technicznej, z której właśnie wysypuje się tłum studentów. Stoimy długo na światłach, przed nami przechadzają się w obie strony przedstawiciele męskiego kwiatu młodzieńczej polskiej inteligencji. Prowadzeni przez smartfony, z pozoru zagubieni, nieobecni, niezadbani, a nawet zapuszczeni pod względem stroju, fryzur, z widoczną często nadmiarowością wobec niedostatku ruchu, niereagujący na przechodzące opodal na pasach jak na wybiegu atrakcyjne z wyglądu dziewczyny. Towarzyszka uśmiecha się smutno i konstatuje, niejako z żalem: „No nie da się!”. Kwiaty nie znają wyników badań, z których wynika, że „kobiety zaczynają odrzucać od 80% do 95% mężczyzn za wygląd”.
Jak to się ma do napisu, który pod datą 17 października 1985 roku pojawił się na przystanku autobusowym w Łowiczu, a który został zapisany został w sztambuchu, aby dziś być cytowanym (pisownia oryginalna): „Jolu kocham cię aż zajoba można dostać i nic na to nie poradzę Jolu myśleć bez ciebie nie mogę Jolu niepotrzebnie to zamazywałaś i tak cały przystanek będzie wiedział że cię kocham tylko nie myśl że to pisał JG to pisałem ja”.
Czy któryś z wcześniej wspomnianego kwiatu zdobyłby się na takie wyznanie? Ileż zapamiętałości, odwagi, uwielbienia i miłości jest zawartych w tych wymalowanych publicznie słowach? I gdzie są ci chłopcy z tamtych lat, czemu nie przekazali następcom w genach tego potencjału potencji, który na przystanku w Łowiczu aż dyszy żądzą namiętną i uwielbieniem niezwykłym?
W tym pruderyjnym kraju w publicznej dyskusji nad źródłami niemocy, żeby nie powiedzieć niechęci do drugiej „puci” (bo przecież nikt nie wątpi, że „w tym kraju są dwie pucie”, męska i żeńska, żadnych nijakich, mieszanych, nawet wstrząśniętych się nie posiada) pomija się wątek związany ze zjawiskiem zastępowalności dziewczyn realnych przez dziewczyny wirtualne.
Jest to częścią szerszego zjawiska: „…uzależnienie dzieci i młodzieży od internetu (siecioholizm) jest rosnącym problemem, a badania sugerują, że problematyczne używanie sieci dotyczy około 1/3 nastolatków. Ponad 90% dzieci (7-14 lat) korzysta z internetu codziennie, średnio ponad 4,5 godziny. Główne objawy to utrata kontroli nad czasem, izolacja społeczna oraz drażliwość przy braku dostępu do sieci.”
Badania wskazują, iż intensywne korzystanie z internetowej pornografii wiąże się z niższym zadowoleniem z życia oraz może powodować problemy seksualne. Z pewnością skutkuje to trudnościami w nawiązywaniu relacji z płcią przeciwną, nawet jeśli ta strona nie byłaby przeciwna. Efektywnie (cokolwiek miałoby to znaczyć) korzystają z internetu przede wszystkim przedstawiciele płcy brzydkiej, szczególnie w wieku, w którym powinno się już wychowywać własne dziecko, mieć stałą i pewną pracę, kochającą partnerkę.
Jeśli dodać do tego postęp dzięki AI i możliwość zrobienia sobie wirtualnej dziewczyny wg własnej wyobraźni, która nie ma żadnych wymagań, to jakże to wygodne! Przed spotkaniem z nią nie trzeba o siebie zadbać, ubrać, umyć, obciąć paznokcie, wyczyścić zęby i buty, mieć parę złotych na kino i kawę, przeczytać coś ciekawego, by było o czym gadać, umieć przytulić, pobyć, pomilczeć itd. itp. A solo można szybko i bez stresu, i jest jeszcze czas na gry albo piwo z kumplami. Więc po co razem? Niech dzieci robią bardziej patriotyczni rodacy. A ja ostatecznie kupię psa.
Póki co mamy weto do ustawy wdrażającej unijny Akt o Usługach Cyfrowych (DSA), która nakładała nowe obowiązki na tzw. Big Techy, a która m.in. miała chronić dzieci przed przemocą w internecie i kontrolować publikowane treści.
Żeby nie było, że nie mamy na to rady – mamy. Wystarczy wyłączyć internet, a nawet prąd. Na świecie już kilka krajów tak zrobiło. Na efekty trzeba jednak poczekać. Co najmniej 9 miesięcy.