Banksterzy czy filantropi odc. I

To tekst o niektórych aspektach działania banków, także w Polsce. Padną twarde słowa. Dlatego też na początku nota grzecznościowa: tekst w żaden sposób nie odnosi się do pracowników banków – bankowców (nie mylić z bankierami), którzy w ogromnej większości są znakomitymi fachowcami, zapracowanymi nie mniej niż pracownicy w innych działach gospodarki, przy okazji narażonymi na stres może i wyższy wobec coraz wyższych oczekiwań co do osiąganych wyników i coraz niższej płacy. Tu wyjaśnijmy, że epoka, kiedy posada w banku dawała pewność pracy i lukratywnego wynagrodzenia dawno minęła.

Oczekujący sensacji – wobec prowokującego tytułu – nie doczekają się wyjaśnienia, czy to prawda, że: światowym systemem finansowym zarządza 17 rodzin bankierskich; prezydent Kennedy był jednym z siedmiu prezydentów USA, którzy zginęli, ponieważ chcieli naruszyć interesy bankierów; Rezerwa Federalna to prywatny bank, którego udziałowcami są przedstawiciele światowej finansjery (m.in. rodziny Rothschildów, Rockefellerów, Morganów); warunkiem „pomocy” Banku Światowego i MFW dla krajów rozwijających się jest wyprzedaż przez nie kluczowych aktywów (banki, energetyka, telekomunikacja); wśród prawdziwych autorów tzw. planu Balcerowicza zabrakło Polaków; ale Polacy znaleźli się w Komisji Trójstronnej powołanej przez Davida Rockefellera; a także brali udział w spotkaniach Klubu Bilderberga… Nie wyjaśnimy, w jakich okolicznościach Nathan Rothschild napisał: „Nie dbam o to, jaka marionetka jest umieszczana na tronie królewskim, by panować nad tym wielkim imperium, nad którym nigdy nie zachodzi słońce. Ten, kto kontroluje podaż pieniądza w Imperium Brytyjskim, ten kontroluje Imperium Brytyjskie. A tym człowiekiem jestem ja.” Nie objaśnimy też skąd cytat: „Żona starego Rothschilda, Gutle Schneper, tuż przed śmiercią powiedziała:  Gdyby moi synowie nie chcieli wojen, nie byłoby nikogo, kto by je kochał”.

Jeśli wierzyć starożytnym Grekom, że na początku był chaos, to jedną z pierwszych rzeczy, które się z niego wyłoniły, były z pewnością pieniądze. Bogowie ze swoją władzą przyszli chwilę później, kiedy pieniądze już były – cóż byłaby warta ich władza bez pieniędzy? Historię pieniądza niektórzy czytelnicy poznali już przed czytaniem niniejszego postu, więc darujemy sobie ten wątek. Dużo ciekawszy jest nierozerwalny i odwieczny związek władzy i pieniądza, i tu zachęcamy do lektury książki „Niebezpieczne związki” Nialla Fergusona. I nie trzeba wyjaśniać, że tytułowi banksterzy to zbitka słów „bankierzy” i „gangsterzy”, a przykładów na sens tego połączenia jest w historii nowożytnej aż nadto. Niestety autor poprzestaje na roku 2000, a dużo ciekawiej byłoby poznać jego refleksje w obecnej wojennej chwili.

Kilkadziesiąt lat bez wojny uśpiło czujność zarówno rządów, jak też opinii publicznej i wytworzyło przekonanie, że epoka zbrojnych konfliktów (poza drobnymi lokalnymi wojenkami) jest już za nami. Gospodarka światowa rosła w imponującym tempie, banki zarabiały kredytując rozpasany popyt, urywając się ostatecznie w 1971 roku ze smyczy ostatnich regulacji sektora bankowego, gdy prezydent Nixon obwieścił odejście od wymiany dolara na złoto, a wdrażane bez opamiętania innowacyjne instrumenty finansowe pozwalały na przelewaniu z pustego w próżne i zarabianiu na tym garściami. System, w którym podstawą efektywności był dług i fiat money, miał zapewnić świetlaną przyszłość i takież zyski.

A jednak coś poszło nie tak. Niestety okazało się, że model światowej gospodarki oparty na permanentnym wzroście inspirowanym religią konsumpcjonizmu jest nie dość efektywny dla elit finansowych oczekujących zysków coraz większych i coraz szybciej. Władcy finansów w pogoni za szybkim zyskiem poprzenosili produkcję do krajów dających premię z tytułu taniej siły roboczej. Tym samym ograniczając dochody klientów średnio zamożnych zredukowali ich potencjał popytowy, doprowadzili do wzrostu nierówności społecznych (wzrost majątku bogatych kosztem zubożenia mas, przy okazji: 41 mln Amerykanów żyje w biedzie).

Wspomniani władcy nie uwzględnili też w swych rachunkach nieubłaganych danych demograficznych i efektu starzenia się zachodnich społeczeństw, które coraz mniej chętnie konsumują i inwestują. Ratunkiem na pobudzenie wzrostu gospodarek i powrót do zarabiania miało być obniżenie stóp procentowych, a nawet ich absurdalny ujemny wyraz (EBC utrzymywał ujemną stopę depozytową od 11 czerwca 2014 r.). Jednak generalnie ten mechanizm, którego celem było zwiększenie akcji kredytowej przyniósł mizerne efekty. Czy brak zarobku na tradycyjnym pożyczaniu pieniędzy mimo niskich stóp mógł zachęcić bankierów do poszukiwania zysku w już sprawdzonych po wielokroć rozwiązaniach? Czy to, co obserwujemy, jest rozpaczliwą próbą obrony istniejącego modelu bankowości przed zmianą/upadkiem? Znawcy tematu twierdzą, że sektor bankowy w Europie jest trzykrotnie za duży w stosunku do wielkości gospodarek, a jego wizerunkowe rozbuchanie odpowiada reprezentującym go monumentalnym siedzibom. No ale któż miałby odwagę podnieść rękę na banki, które są za duże, aby upaść?

Nie śmiemy postawić pytania, czy bankierzy kochający kryzysy i wojny, ba, jak historia pokazuje, potrafiący również znakomicie je inspirować pociągając zza kulis za odpowiednie sznurki, uznali za wskazane – wobec znikomej efektywności tradycyjnego pożyczania pieniędzy – sięgnąć po wielokrotnie już sprawdzone inne tradycyjne metody zarabiania. Dość powiedzieć, że zarówno pandemia, jak i wojna na Ukrainie z ich punktu widzenia były jak znalazł.

Na kryzys, który powstał w wyniku pandemii i wojny, składa się cała gama kryzysów w tak wielu obszarach, że wymieńmy tylko najważniejsze: surowce energetyczne (gaz, ropa, węgiel), energetyka, żywność, transport… Dochodzi do tak abstrakcyjnych sytuacji, że rządy zalecają zrobić zapasy świec i zestawy żywności rodem z podręcznika sztuki przetrwania, żeby nie zapomnieć o papierze toaletowym. No i oczywiście mamy się bać.

A jednak w efekcie obecnej kryzysowej sytuacji finansjera ma się znakomicie, a to pożyczając rządom na różnego rodzaju programy pomocowe, na szczepionki, na badania nad szczepionkami, na kryzysie energetycznym czyli spekulacjach certyfikatami CO2, spekulacjach kursami walut, cenami surowców, produkcji i zakupach militariów… Kilka przykładów: „Zyski koncernu BP wzrosły trzykrotnie do kwoty 8,45 miliarda dolarów w ostatnim kwartale. To druga najwyższa wartość w historii firmy”; „W drugim kwartale tego roku gigant naftowo-gazowy Shell (RDSA) osiągnął rekordowe zyski w wysokości 11,5 miliarda dolarów”; „ExxonMobil w tym samym okresie zarobił prawie dwukrotnie więcej niż w bardzo zyskownym pierwszym kwartale, osiągając wpływy na poziomie 17,9 miliarda dolarów”; „Aramco, czyli największa firma naftowa na świecie, zarobiła od początku roku więcej niż wynosi roczny produkt krajowy brutto 147 krajów.”

Szef ONZ na ostatniej sesji rzekł: „Musimy rozliczać firmy paliw kopalnych i podmioty je wspierające” – dodał. „Dotyczy to banków, private equity, firm zarządzających aktywami i innych instytucji finansowych, które nadal inwestują i ubezpieczają emisję dwutlenku węgla”. Jesteśmy ciekawi, co z tego wyjdzie, póki co zarówno Stany Zjednoczone, jak i Wlk. Brytania nie akceptują takich pomysłów. Biznes to biznes!

Nie musimy dodawać, że jeszcze przed wybuchem wojny na Ukrainie ruszyły ławą (nie tylko w Polsce) zamówienia na militaria, a jest to dziedzina dająca atrakcyjne marże i jakże innowacyjna przy okazji. Nie pytamy, skąd ONI to wiedzieli – wywiad i sposoby oddziaływania na opinię publiczną mają najlepsze na świecie, a cyfryzacja przez nikogo na świecie nie jest tak efektywnie wykorzystywana jak przez finansistów, dysponujących najpotężniejszymi komputerami, umożliwiającymi realizowanie transakcji w ułamku sekundy. Więc jak nie wiedzieć wcześniej niż inni? Kontynuujmy: „Globalne wydatki na zbrojenia jeszcze w 2021 r. przekroczyły rekordowe 2 bln USD. W związku z dominacją firm amerykańskich (w pierwszej setce jest ich 41) wzrost wydatków na zbrojenia spowodowany przez wojnę na Ukrainie może w dużej części trafić właśnie do nich.” Ciekawą lekturą byłoby sprawdzenie akcjonariatu tych 41 firm. A przy okazji – czy wobec wygenerowanego zagrożenia tzw. opinia publiczna ośmieli się zaprotestować przeciwko wydatkom zbrojeniowym, ograniczającym wydatki budżetów państw na np. edukację czy ochronę zdrowia, a nawet środowiska, nawet jeśli będą one finansowane kolejnym  długiem obciążającym obecne i przyszłe pokolenia?

Za chwilę do powyższych „osiągnięć” dojdą programy odbudowy Ukrainy za pożyczki z Banku Światowego, MFW i różnych banków, funduszy. A że przy okazji ginie kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy i cywilów, że unicestwiane są całe miasta i infrastruktura – tym lepiej, będzie co odbudowywać (czytaj: finansować przez udzielanie pożyczek, kredytów, dotacji, które Ukraina będzie spłacać przez wiele lat, wyprzedając zagranicznemu kapitałowi za bezcen swoje najcenniejsze zasoby).

My już to przerobiliśmy na początku lat 90-ych, dlatego np. w 2007 roku banki zagraniczne miały w rękach 71% sektora bankowego w Polsce. Repolonizacja sektora bankowego w ostatnich latach spowodowała spadek tej liczby do 46 procent.  Ruch w dobrą stronę, tym niemniej lobby zagranicznej finansjery jest niezwykle silne i ma ogromny wpływ na to, co dzieje się w polskiej gospodarce. System bankowy jest krwiobiegiem gospodarki i tu prawie 50 procentowy udział kapitału zagranicznego, który jest nastawiony na realizowanie zysków – co nie musi oznaczać wspierania polskiej gospodarki – jest znaczący. Czy trzeba wyjaśniać, że banki w Polsce są lokalnymi przedstawicielami światowego systemu finansowego? I o tym właśnie już niebawem cd. Będzie jak zwykle ciekawie.

Podziel się